Unijna propaganda wlewa się do Bochni
27 i 28 września na bocheńskim Rynku, w monstrualnych namiotach-kopułach zaprezentowane zostaną przykłady projektów i przedsięwzięć dofinansowanych przez Unię Europejską. A wszystko w ramach akcji „Fundusze Europejskie. Polska korzysta”.
Na rynku zostały rozbite trzy namioty. W pierwszym będzie można zobaczyć różnorakie przedsięwzięcia, finansowane ze składek państw – członków UE. Będzie zatem można odbyć wirtualny spacer po terenie odnowionego zamku Książ w Wałbrzychu, zobaczyć od wewnątrz farmę wiatrową czy obejrzeć zrekonstruowany przedwojenny film. Będzie też miejsce na eksperymenty naukowe.
W drugim namiocie wszystko zostanie oddane we władanie dzieciom. Odbędą się tutaj gry i zabawy, zajęcia plastyczne i ruchowe.
W trzecim namiocie, w piątek 27 września o godz. 11.00, przeprowadzony zostanie finał konkursu wiedzy o funduszach europejskich „Euromania”, w którym udział wezmą najlepsze zespoły ze szkół ponadgimnazjalnych województwa małopolskiego.
Inicjatorem tej akcji, mającej zasięg ogólnopolski, jest Ministerstwo Rozwoju Regionalnego.
Ze swej strony wszystkim, którzy ochoczo lub ze zwykłej ciekawości zajrzą pod owe kopuły polecamy cytat zaczerpnięty od znanego ekonomisty amerykańskiego Miltona Friedmana: „Nie istnieje coś takiego jak darmowe obiady”.
Kto myśli, że Unia daje coś nam (już same słowo „daje” jest nieprecyzyjne, bo po prostu redystrybuuje to, co wcześniej złożyły w formie składek kraje członkowskie, w tym Polska), bo nas lubi, bo chce nam pomóc w dogonieniu mitycznej „Europy” – jest po prostu w grubym błędzie.
Obecna UE to nic innego jak sposób pokojowej ekspansji bogatych krajów „starej” Unii, głównie Niemiec i Francji na tereny środkowej i wschodniej Europy. Wykorzystując słabość rządów tych państw (niestety, z Polską na czele) narzuca się im szereg niekorzystnych rozwiązań, zgubnych w dalekiej perspektywie czasowej. Czy ktoś jeszcze pamięta, jak wyglądał kiedyś polski przemysł stoczniowy? Polskie stocznie w Gdańsku, Gdyni czy Szczecinie pracowały pełną parą, a statki przez nie wyprodukowane pływały pod każdą szerokością geograficzną. Dziś w Stoczni Gdańskiej hula wiatr, bo Unia zakazała udzielania jej pomocy ze strony państwa, jako sprzecznej z zasadami konkurencyjności. Tylko jakimś dziwnym trafem stocznie w Lubece czy innym Hamburgu mają się świetnie, gdyż… pełnymi garściami korzystały (i korzystają nadal) w pomocy rządu federalnego. Takich przykładów jest całe mnóstwo. A sprawa emisji dwutlenku węgła? Praktycznie neutralna dla energetyki Francji, opartej prawie że wyłącznie na elektrowniach atomowych, a dla nas po prostu zabójcza.
Nawet i to, co dobrego powstało dzięki pieniądzom przekazanym z Brukseli, staje się problematyczne, gdy się dobrze przyjrzeć. Pierwszy z brzegu przykład – autostrady. Rzecz w Polsce niezbędna.
Pomińmy fakt, że miało już ich być w kraju tysiące kilometrów, a nie ma i długo jeszcze nie będzie, bo zupełnie nieprzejrzysty sposób ich budowy i finansowania sprzyja ogromnym nadużyciom i powoduje, że buduje się u nas najdrożej w Europie, a przy okazji najgorzej. Zastanawiąjące jest też coś innego: jak to się stało (a wiemy cos na ten temat w Bochni), że rząd projektując sieć autostrad, „zapomniał” połączyć je z drogami lokalnymi? I mamy taką o to sytuację, że najbardziej obecnie zaawansowana autostrada A4 zepnie wkrótce oba krańce Polski (czytaj: połączy Niemcy z Rosją), tylko nie będzie z niej jak zjechać wewnątrz kraju? A może ktoś gdzieś wydał takie wskazówki – autostrada jest dla tranzytu, tubylcy nie muszą w niej korzystać? Teoria spiskowa?
Za kilka lat unijne eldorado się skończy, rzeka euro zamieni w potoczek a później zupełnie wyschnie, gdy tymczasem nasze problemy nie znikną. Będziemy dostarczycielami taniej siły roboczej i nieprzetworzonych surowców. I jeszcze, za nasze pieniądze, każą się nam z tego cieszyć…