Reforma samorządów-co nam nie jest potrzebne?
Felieton o fikcji taniego państwa
Polacy mają coraz mniej pieniędzy. Rosną opłaty, rachunki, ceny, rosną podatki. Coraz mniej tego co z takim trudem zarobimy zostaje nam w kieszeni. W dobie zafundowanego nam przez władze kryzysu mówi się o oszczędnym, tanim państwie i racjonalnym wydawaniu pieniędzy. Niestety coraz więcej wydajemy na utrzymanie urzędów, a dobitnym dowodem marnotrawienia publicznych środków jest funkcjonowanie gminy Bochnia.
Liczba urzędników administracji publicznej w Polsce sięga miliona osób. W tym 250 tys. to urzędnicy zatrudnieni w administracji samorządowej - (Dane GUS). To osoby które zajmują się głównie przepisami i pracą biurową. Niczego nie produkują, niczego nie sprzedają, nie świadczą żadnych usług. Dlatego utrzymać ich muszą podatnicy czyli wszyscy pracujący Polacy. Liczba radnych w Polsce (radni gmin, powiatów, miast na prawach powiatu i sejmików wojewódzkich) sięga 46 727 (GUS). Niestety, reforma samorządów jaką w 1 stycznia 1999 r wprowadził w życie lewicujący polityk Jerzy Buzek we współpracy z prof. Michałem Kuleszą, nie zdała egzaminu. Zawieszony w ekonomicznej próżni pomysł na organizację samorządów w Polsce był najwyraźniej bublem mało przewidujących polityków. Szczególnie jeśli chodzi o pomysł przywrócenia powiatów bez liczenia się z kosztami ich utrzymania. Urzędników i samorządowców jest w Polsce za dużo i zaczyna brakować pieniędzy na utrzymanie niektórych samorządów. Szczególnie niepotrzebne wydają się Rady Powiatowe, które obecnie przeżywają duże trudności. Powiaty bowiem nie mają prawie żadnych własnych dochodów, jak np. gminy miejskie, które mogą ściągać różne podatki i zasilają tym swój budżet. Dochody powiatów to prawie w całości dotacje państwowe lub środki zewnętrzne z innych źródeł. A tych jest coraz mniej, dlatego wiele powiatów zaczyna ograniczać inwestycje i przymierza się do zwolnień lub tak jak u nas planuje sprzedaż obligacji i tym samym zadłużanie Polaków. W Bochni już była o tym dyskusja podczas ostatniej sesji Rady Powiatu. Mówi się o ok. 20 pracownikach do zwolnienia. Przeprowadzono także reorganizacje wydziałów urzędu pod kątem oszczędności.
Niestety, Jerzy Buzek i Michał Kulesza, twórcy reformy samorządowej w swych biurokratycznych zapędach nie przewidzieli najwyraźniej, że koszt utrzymania tak dużej liczby rad samorządowych to po prostu brak logiki finansowej, nieodpowiedzialność i czysta rozrzutność. Rady Powiatowe w Polsce nie są nikomu potrzebne, a na garb Polaków nakładają tylko koszty ich utrzymania. Czy byłoby trudno wydziały administracji powiatowej podzielić i podporządkować część pod rady miejskie, a część pod gminy? Chyba nie. Ale jak dotąd nikt tego nie chce zrobić, a coraz większą liczbę urzędników Polacy muszą po prostu wykarmić. Zamiast na obronę czy autostrady wydajemy publiczne pieniądze na ludzi którzy nic szczególnego do ogólnego dobrobytu nie wnoszą.
Innym, jednym z najbardziej jaskrawych przykładów skrajnej nieracjonalności twórców samorządów jest istnienie gminy Bochnia. Nie chodzi już o sam fakt, że wszędzie dookoła istnieją gminy miejsko-wiejskie z jedna radą. Na bocheńszczyźnie funkcjonują dwa osobne samorządy: miasto Bochnia oraz gmina Bochnia. Pierwszy konsumuje rocznie 7,7 mln zł (7 745 224,00) kosztów utrzymania administracji, drugi - 3,8 mln zł. W normalnie rządzonych miastach istnieją gminy miejsko-wiejskie, które nie wymagają utrzymywania dwóch oddzielnych budynków, dwóch zgromadzeń radnych i rozpisywania dwóch budżetów. Nie mówiąc już o biurkach, meblach, komputerach, ogrzewaniu, remontach, papierach, wydziałach, samochodach, rachunkach za energię itd., itp…
Ale to nie wszystko. Wójt tej gminy, ponaglany przepisami samorządowymi w ramach „państwa opiekuńczego”, musi zapewnić jej mieszkańcom wszystko co im się należy tj. i transport, i rozrywkę, i bezpieczeństwo, i edukację, i zdrowie, i kulturę. Zgodnie z przepisami, wszystko to realizuje wydając pieniądze na rzeczy, które bez istnienia tej dziwnej gminy w ogóle by nie istniały i nie wymagały dotowania i nakładów.
Kuriozalną rzeczą, niedorzecznością, jest kształt granic w jakich gmina Bochnia funkcjonuje. Jeden tylko rzut oka na mapę powiatu bocheńskiego i już widać gdzie można by zaoszczędzić spore pieniądze. Od lat taką drzazgą w oku i absurdem jest Gmina Bochnia. Wąski język ciągnący się między dwoma gminami (Drwinia i Rzezawa), większy obszar w postaci Proszówek i … leżąca poza granicami gminy właściwej Brzeźnica, do której, by się dostać, władze gminy muszą przejechać przez inną gminę – przez miasto Bochnia. Patrząc na ten terytorialny dziwoląg nie sposób dopatrzyć się tu żadnego sensu. Tak jakby granicę Gminy Bochnia wytyczał jakiś biurokrata pod wpływem alkoholu. No, chyba, że robił to celowo wytaczając granicę sztucznej gminy by stworzyć dla przyszłych władz dogodne warunki zarobkowania i życia za publiczne pieniądze. Ale nieracjonalnie wytyczone granice są i pewną zaletą gdyż bardzo łatwo można ją administracyjnie podzielić między sąsiadujące gminy. I tak np. gmina Drwinia mogłaby wchłonąć najbardziej wysuniętą na północ część gminy Bochnia, do połowy tego, jak można go nazwać, gminnego języka. Gmina Rzezawa kolejną cześć języka aż do Proszówek. Proszówki oraz Brzeźnicę mogłoby z powodzeniem wchłonąć miasto Bochnia. Południowe zaś tereny Gminy Bochnia przypadłyby Wiśniczowi i gminie Łapanów. W sumie po takim zabiegu mapa powiatu wyglądałaby o wiele racjonalniej i na drugi dzień nikt nawet by nie zauważył, że coś takiego jak gmina Bochnia kiedyś tu istniało. Co więcej, stukał by się w głowę gdyby komuś przyszło na myśl odtworzyć gminę Bochnia w obecnych granicach.
Gdyby nie funkcjonowanie gminy Bochnia, nie byłoby także dwóch basenów. Jak wiemy oba przynoszą straty, a odległość między nimi wynosi 10 min. jazdy samochodem. Podobnie rzecz się ma z transportem. Pomijam już fakt, że komunalny transport w ogóle nie jest potrzebny bo prywatne firmy transportowe już i tak rozwożą mieszkańców na wszystkie strony świata. Tym samym wydatki na transport publiczny przestałyby istnieć. Ale takie rozwiązanie przekracza najwyraźniej świadomość samorządów, więc umówmy się, że transport publiczny musi istnieć i musimy go niepotrzebnie utrzymywać. I tak znów mamy dwie firmy transportowe. Gmina Bochnia dopłaca do swojego 1 mln zł. (Dane z budżetu z 2012 roku). Bocheńskie BZK mniej bo 800 tys.
W budżecie gminy na zeszły rok wpisano prawie 44 mln zł dochodu. (43.983.681,93 zł ). Do podziału przez gminy sąsiadujące pozostaje więc po ok. 10 mln zł na gminę. Jest więc się czym dzielić, skarb państwa sporo by na takim zabiegu zaoszczędził, a zyskałyby zapewne ościenne gminy.
To tylko przykłady niepotrzebnych wydatków, które nie miałyby miejsca gdyby nie wadliwie funkcjonujący i źle zaprojektowany system samorządowy. Przykłady te dotyczą tylko samej bocheńszczyzny. Ile można by takich lub podobnych odnaleźć w całym kraju?
Paweł Wieciech