Powiat

piątek 21 lipca 2017 20:30:53

Stare wyzwania, nowe rozwiązania - o zakamarkach wiśnickiego zamku mówi dyrektor Piotr Jędrzejas Stare wyzwania, nowe rozwiązania - o zakamarkach wiśnickiego zamku mówi dyrektor Piotr Jędrzejas

Zamek w Wiśniczu ma nowe atrakcje. Od kilku dni otwarta jest już podziemna trasa turystyczna, co jest kolejnym nowum po takich atrakcjach jak Bastion VR czy zwiedzanie zamku z termoforem. Notuje się także nieznaczny wzrost liczby turystów, a zamek może liczyć na lepszy marketing i nowe pomysły polepszające funkcjonowanie. Ale czy rzeczywistość zamku widziana od wewnątrz jest różowa i łatwa? O tym mówi Piotr Jędrzejas, który od niemal roku sprawuje funkcję dyrektora wiśnickiego zamku.


Panie Piotrze, funkcję dyrektora zamku pełni Pan od niedawna. Został Pan powołany na to stanowisko po wygraniu konkursu. Po rozeznaniu się w nowej pracy gdzie stwierdził Pan, że są największe problemy?

Startowałem do tego konkursu bo jestem związany z turystyką, jestem przewodnikiem beskidzkim, mam także uprawnienia na pogórza i część mojego egzaminu zdawałem w Wiśniczu i zawsze nurtowało mnie to, że ilekroć chciałem zobaczyć zamek czy muzeum ziemi wiśnickiej to prawie zawsze był zamknięty. Uważam, że to miejsce ma ogromny potencjał turystyczny.  Częścią mojego wykształcenia jest  zarządzanie kulturą, więc stwierdziłem,  że trzeba to zarządzanie kulturą i zainteresowania turystyczne połączyć, aby to miejsce bardziej prężnie funkcjonowało. Chcę uporządkować pewien bałagan który tu zastałem. Nie spodziewałem się takiego bałaganu zarządczego.

Czy zmieniły się godziny otwarcia?

Tak, zmieniły się. Powstał tzw. dokument strategiczny, włączony do mojej umowy, który zawiera wymagania organizatora ale też moje zobowiązania i sugestie jak to powinno wyglądać. Wydaje mi się, że otwarcie na nowe możliwości i podejście jakościowe do turysty jest już zauważalne. Trasy turystyczne zostały zorganizowane w schemacie modułowym, gdzie każdy może sobie dobrać poszczególne części. Jeśli ktoś wybierze trasę dworską bo i taka została stworzona, to do niej może sobie dobrać zwiedzanie kaplicy Lubomirskich, wystawy prof. Czesława Dźwigaja, można dobrać zwiedzanie tzw. „trasy nietoperza” czyli przejście podziemne, które od jutra zostanie udostępnione. Udało się zainteresować lokalnego przedsiębiorcę, przy współpracy z którym został uruchomiony Bastion VR, czyli możliwość zobaczenia zamku z lotu nietoperza przygotowanego w technice wirtualnej rzeczywistości.  Animacja przybliża dwie istotne rzeczy czyli to, że funkcjonuje tu ochrona nietoperza – Natura 2000 i  zajmujemy się kultywowaniem tradycji polskiej kuchni na bazie dziedzictwa  książki kucharskiej Czernieckiego. W całej tej przejażdżce, czy raczej locie próbujemy turystów z tym wszystkim zaznajomić. Udało nam się także rozpocząć współpracę z zamkiem bliźniaczym Freyr w Belgii. Pozyskaliśmy takich ważnych partnerów jak Polska Organizacja Turystyczna. Portal TripAdvisor przyznał nam Ceryfikat jakości. Budynek Muzeum Ziemi Wiśnickiej  przy ul. Zamkowej został odnowiony i dostosowany do wystaw czasowych, co wcześniej nie było możliwe. Teraz na przykład  możemy zobaczyć wystawę ikon z Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu.

A czy wystawa prof. Dźwigaja jest pomyślana jako stała ekspozycja?

Obejmując to stanowisko wiele rzeczy już zastałem jak np. umowę, która została podpisana wcześniej między muzeum, a prof. Dźwigajem na 10 lat. Jest to ogromna wartość: rzeźba wielkoformatowa powiązana z osobą Ojca Świętego. Mam nadzieję, że uda się tak ją przearanżować by można było np. przybliżyć to, jak powstaje taka rzeźba.

Jak wyglądają sprawy finansów? Ile zamek otrzymuje a ile zarabia?

Rocznie Muzeum  jest dotowane kwotą  200 tys. zł, które dostajemy od samorządu. Jest to kwota, która musi wystarczyć także na utrzymanie budynku  oraz pracowników. A problemów jest mnóstwo od pękniętej rury od kanalizacji po naprawę muru. To się wiąże z finansami, a dla nas nawet otwarcie nowej strony internetowej to jest wielkie wydarzenie. My bez turystów nie możemy przeżyć. Ale trzeba też zrozumieć, że Nowy Wiśnicz nie jest dużym miastem, a posiada duży zabytek. Pojawia się specyficzny rodzaj stresu np.  ilu turystów przybędzie do Zamku w weekend.

A jak mówią statystki? Ilu turystów odwiedza zamek?

Corocznie odwiedzało zamek od 30 do 35 tys. turystów. W tym roku mamy stały wzrost odwiedzających,  dane do czerwca mówią 5-6 % wzrostu. W styczniu 2018 będziemy mogli w pełni podsumować rok i ocenić wzrost ruchu turystycznego. Zmiana i poszerzenie oferty sklepiku dało nam wzrost sprzedaży różnego rodzaju pamiątek o prawie 450%. Od magnesów, po specjalistyczne wydawnictwa. Sam mam dzieci i wiem jakie jest zapotrzebowanie na różnego rodzaju pamiątki  dla najmłodszych turystów.

W jakiej części dotacja samorządowa ma udział w dochodach zamku?

Jest to 20-25%. Resztę środków zdobywamy ze sprzedaży biletów, z działalności sklepiku, wynajmów czy sesji fotograficznych. Nie mamy żadnych innych dotacji. Startujemy oczywiście w konkursach, ale możemy się starać tylko o środki na tzw. projekty „miękkie”,  gdyż sprawa nierozstrzygniętej własności zamku powoduje, że ucina to możliwość zdobywania wszelkich środków zewnętrznych na poprawę stanu budynku. Nawet jeśli uda się znaleźć źródło zewnętrznego dofinansowania,   nadchodzi moment kiedy trzeba przedłożyć prawo własności do zamku i to wszystko blokuje. To ucina wszelką możliwość zdobywania środków zewnętrznych.

Na jakim etapie jest teraz proces ze Zjednoczeniem Rodowym Lubomirskich? Czy chcą odzyskać cały obiekt?

Trudno powiedzieć.  Stroną w tej sprawie jest skarb państwa, my nie jesteśmy stroną. Na procesach bywa tylko nasz prawnik. Obie strony próbują ustalić i udowodnić sobie od kiedy ten zamek był remontowany i od kiedy opiekę sprawowało nad nim Państwo . Dla nas jest to o tyle niefortunne, że nie możemy w żaden sposób pozyskać środków z zewnątrz na sprawy remontowe. W wielu elementach zamek wymaga stałej konserwacji, a środki które mamy w ogóle nam tego nie umożliwiają, więc nie jest to jakaś wesoła sytuacja.

A jeśli zamek miałby klarowną sytuacje własnościową to o jakie środki mógłby się starać?

Możliwości są ogromne. Chociaż by i to, że byliśmy o krok przed możliwością kompletnego wyremontowania dachu ze środków pochodzących z projektu prowadzonego przez RDOŚ (Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska) dotyczącego ochrony Podkowca Małego. Ten nietoperz okres letni spędza na naszym poddaszu. Są gotowe plany, kosztorys i wszystko co jest potrzebne by rozpocząć remont i nawet były zagwarantowane środki.  Ale jest to zatrzymane. Nie pomogło nawet tłumaczenie, że ktokolwiek będzie zarządzał zamkiem czy osoba prywatna czy państwo będzie musiał dostosować się do ustawy i nie będzie mu wolno wykurzyć stąd nietoperza bo będzie to złamanie prawa. Pojawia się jednak tłumaczenie, że jeśli by się okazało, że będzie to obiekt prywatny to dlaczego Państwo ma komuś sponsorować remont dachu? Nie udaje się na razie znaleźć furtki prawnej. Staramy się jednak obecnie razem z władzami miasta, by zamek stał się pomnikiem historii, co jest już innym poziomem ochrony zabytku i jego postrzegania.

Jak taka procedura wygląda?

To jest dość skomplikowana procedura podobna jak przy wpisie do UNESCO. Trzeba wykazać dlaczego obiekt jest tak ważny i jego silne oddziaływanie kulturowe. Cała procedura z opiniowaniem  Narodowego Instytutu Dziedzictwa, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na podpisie prezydenta kończąc.  To także otwiera nowe możliwości, przechodzi się już do innej kategorii do ekstraklasy zabytkowej. Chcielibyśmy coraz lepiej funkcjonować i jesteśmy już bliscy tego,  by przejść już do świadomości ogólnopolskiej. My w Małopolsce wiemy, że ten zamek jest, ale proszę mi wierzyć, że gdy spotykam ludzi z rożnych części kraju i mówię o zamku w Wiśniczu to wielu z nich  jest nadal zaskoczonych, że taki zamek istnieje.

Czy zamek ma własną strategie marketingową?

Oczywiście, mamy sekcję promocji. Prestiżową dla nas sprawą było zaistnienie wśród zaprzyjaźnionych zamków w Freyr w Belgii, gdzie jest grono takich wysmakowanych zamków z całej Europy.  Chcemy pokazać się międzynarodowo i to się udało. Ale i nietoperze sprawiają, że zamek jest znany. W przyszłym roku ma tu się odbyć konferencja jako zwieńczenie całego europejskiego projektu związanego z ochrona nietoperzy. Ukazują się teksty w różnych czasopismach jak:  magazyn górski n.p.m, Semestr.  Powstała także nowa strona internetowa. W ramach działań Europejskiego Centrum Muzyki  Krzysztofa Pendereckiego odbywają się w czasie letnim koncerty. Ostatnio gościł u nas i sam Krzysztof Penderecki, co było dużym zaskoczeniem dla publiczności. Nawiązaliśmy też współpracę z Kopalnią Soli w Bochni. Nawiązana została również współpraca z Polską Organizacją Turystyczną i Małopolską Organizacją Turystyczną, otrzymaliśmy ich patronaty oraz prawo używania turystycznego logo “Polska”. Współpracujemy z Departamentem marki Małopolski w Urzędzie Marszałkowskim.

A jak wygląda sprawa ogrzewania zamku?

Brak ogrzewania powoduje wilgoć,  co nie jest dobrym zjawiskiem. Grzyb się jednak nie pojawia.  Były takie pomysły w latach 80, aby ogrzewać zamek węglem  i powstała nawet kotłownia. Ale po jakimś czasie machnięto na to ręką bo zamek ma za dużą kubaturę. Staramy się w lecie otwierać zawsze okna i kaplicę , by ciepłe powietrze ogrzewało wnętrza i zniknęła wilgoć. Na inne rozwiązania techniczne nie w tej chwili nie środków.

Czy są prowadzone prace konserwatorskie?

Spotykamy się bardzo często z konserwatorami. W ramach wskazań konserwatorskich udało nam się wydłużyć tzw. „rzygacze”. Teraz woda nie leje się już na mury bezpośrednio, ale poza ich obręb na kamienie i mury już nie wilgotnieją tak bardzo. Dostajemy zalecenia konserwatorskie i staramy się z nich wywiązywać w miarę naszych możliwości. Dużo prac które musimy wykonywać  odbywa się w technikach alpinistycznych. Muszę więc zaprosić kogoś kto ma uprawnienia, np. by przetkać rynny. Ważną rzeczą jest pilnowanie, aby system rynien był szczelny.

Czy hotel przyzamkowy nadal funkcjonuje?

Nie, już nie, raczej tylko dług jaki po sobie pozostawił. Funkcjonuje kawiarnia, która pozytywnie wpływa na wzmożenie i jakość obsługi ruchu turystycznego. W kawiarni można m.in. napić się win tokajskich czy czeskiego piwa oraz zjeść coś słodkiego.

Co jest najpilniejszą sprawą do zrobienia na zamku?

Najpilniejszą sprawą jest mur. Można zobaczyć od strony parkingu czy w innych miejscach jak zarasta go roślinność. To jest wszystko przyrost jednoroczny. Ten mur wymaga pilnych działań. Na razie mamy tylko kosztorys. Wszelkie prace jakie są prowadzone na zamku wymagają pracowników z uprawnieniami konserwatorskimi,  więc nie może tego zrobić każdy. Wszystko wymaga opieki i zezwolenia konserwatora.

A te drzewa na murach czy nie ma obaw, że one rozsadzą mury korzeniami?

Te drzewa są już pomnikami przyrody i mają już po kilkaset lat. Te raczej już nie spowodują ingerencji w mury. Dwa inne udało się wyciąć. Ale najgorsza rzecz jest z tymi samosiejkami, choć z drugiej strony układem korzeniowym potrafią także trzymać mury. Te które zagrażają staramy się usuwać. Trudno mi też wyrokować dlaczego ktoś paręset lat temu zasadził te drzewa w tym miejscu. Trzeba też pamiętać, że obiekt podlega ochronie ze względu na przyrodę. Cokolwiek tu robimy musimy powiadomić Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska, która każdą rzecz nam opiniuje. Zamek jest więc między dwoma instytucjami, między Dyrekcją Ochrony Środowiska,  a nadzorem konserwatorskim. My jesteśmy pośrodku i próbujemy się dostosować i pogodzić to, że jest tu obszar wartościowo przyrodniczo i obiekt zabytkowy.

Czy są jakieś plany rekonstrukcyjne zamku np. ogrodów? Wiadome, że były tu piękne i rozległe włoskie ogrody.

Tak, powstała koncepcja zagospodarowania całego wzgórza zamkowego. Władzom Nowego Wiśnicza udało się pozyskać środki na pierwszy etap realizacji parku 400-lecia Nowego Wiśnicza. Zamek przyciąga wielu turystów,  ale docelowo nie chodzi o to by pozostawali tu tylko godzinę, ale by zatrzymać ich dłużej i  żeby mogli miło spędzić czas i dobrze, że władze miasta o tym wiedzą.  Plan ten przewiduje plac zabaw, amfiteatr,  będzie można zobaczyć makiety zamków i wiele innych atrakcji. Projekt ten będzie współfinansowany przez Urząd Marszałkowski, został zaakceptowany i czeka na realizację.

Od długiego czasu mówi się o drzewach które zasłaniają zamek.

Tak, staramy się jednak doprowadzić to do porządku. Kilka dobrych lat temu zasadził je leśnik i są to drzewa, które nie mają tu racji bytu i nigdy ich tu wcześniej nie było. Ten gatunek w tym dokładnie miejscu jest także obcy przyrodniczo. Dążymy do tego by je usunąć i odsłonić widok na zamek.

Nawiązując do przeszłości zamku czy zajmuje się ktoś poszukiwaniem zaginionych czy zagrabionych przedmiotów z zamku. Dość często spotyka się opisy jak to Szwedzi wywieźli z zamku wszystko co miało jakąś wartość. Czy ktoś próbuje zlokalizować te przedmioty np. na podstawie inwentarza, jeśli taki oczywiście istnieje?

To już obrosło pewną legendą. Potop szwedzki jest już na tyle odległa sprawą, że jest to trudne. Wydaje mi się, że II wojna światowa jest jeszcze tym momentem historii gdzie można starać się o odzyskanie zagrabionych przedmiotów. Mówi się o tych 150 wozach które wywieziono stąd, ale nie wiemy jak to dokładnie wyglądało, mówi się, że jedno działo im się wówczas zgubiło, które odnaleziono i można je oglądać w budynku Muzeum przy ul. Zamkowej.  Ale trzeba pamiętać, że 150 lat później miała tu miejsce Konfederacja Barska, która też poczyniła swoje zniszczenia i spustoszenia. Pożar 1831 roku, który wypalił cały zamek włącznie z podłogami. Wydaje mi się, że destrukcja świetności tego miejsca postępowała. Wydaje mi się także, że skoro zamek został ograbiony w połowie XVII wieku to później, biorąc pod uwagę zasoby finansowe rodziny Lubomirskich nie pozostawał pusty przez ok. 300 lat. Te ubytki i braki uzupełniano. Trudno to powiedzieć, niektórzy mówią, że jest to przesada i jakaś legenda. Wiadomo, że ktoś kto prowadził działania wojenne i widział coś cennego na pewno nie pozostawiał dla potomności tylko zabierał. Nie ma wątpliwości, że z pustymi rękami stąd nie wyjechali. Jest tylko kwestią spekulacji na ile było to 150 wozów i co to było. Nie ma pełnej wiedzy co było tutaj na zamku. Na pewno był tutaj przebogaty księgozbiór Piotra V Kmity, który miał jedną z największych bibliotek w rękach prywatnych. To była połowa XVI w. Dla mnie świadczy to o potędze tego miejsca, Lubomirscy wielce przyczynili się do rozbudowy tego zamku, ale jeżeli się spojrzy na historię i znaczenie to szczytowym momentem było jednak, gdy właścicielem zamku był  Piotr V Kmita, który przyjaźnił z Erazmem z Rotterdamu. To przecież na zaproszenie Piotra Kmity bywała tu królowa Bona.

Te rzeczy, które są w zamku to nie są rzeczy oryginalne…

Tak, część została przywieziona przez prof. Majewskiego, który chciał przywrócić zamek do właściwej formy. Szkoda, że to przerwano. Część została zakupiona w DESIE, bazujemy też na kopiach. Trzeba  pamiętać, że obiekt nie spełnia kryteriów stricto muzealnych jak zamek królewski czy inne miejsca, które są ogrzewane. Trasa została jednak tak zaaranżowana by tłumaczyć funkcjonowanie niektórych pomieszczeń.  Mówimy turystom wprost, że pierwotna substancja historyczna przepadła, została zniszczona, spaliła się. To co tu mamy daje nam pewien posmak tego jak mógł dawniej wyglądać zamek. Można powiedzieć, że jesteśmy muzeum narracyjnym co znaczy, że opowiadamy o tym co kiedyś było w tym miejscu. Choć taki stan ma też swój urok. Wiele razy słyszałem, że to świetnie, że ten zamek ma taką surowość, a nie jest tak wymuskany jak niektóre zamki. Ludzie też doceniają to, że zamek ma swój charakter. Nawet pozostałości takiej dewastacji XIX wiecznej gdzie ktoś w piaskowcu wyrył swoje inicjały to także jest dziedzictwo kulturowe, które cały czas trwa.

A jak się mają pogłoski podziemnego połączenia miedzy zamkiem a klasztorem?

To jest jedna z takich tajemnic jak złoty pociąg. Są ludzie którzy mówią, że ten czy tamten korytarz mógł tam prowadzić. Jest oczywiście parę przejść ucieczkowych bo trzeba pamiętać, że był to obiekt, który sprawował funkcje obronne.  Nikt budując taki obiekt nie odcina sobie drogi ucieczki więc jest parę takich kanałów ucieczkowych. One są zaślepione. Jeśli następowała konieczność te kamienie się wyjmuje lub wysadza fragment muru.  Ja nic o tym nie wiem, jeśli komuś uda się takie przejście odnaleźć  to będzie miał dużą satysfakcję.

Na końcu chciałbym się odnieść do konkursu, który Pan wygrał. Wiadomo, że nie odbyło się to bez zamieszania. Członkowie komisji rekrutacyjnej  protestowali, że nie jest Pan historykiem, działał Pan do tej pory na polu teatralnym jako reżyser, aktor czy dyrektor teatru. Jak by się Pan do tego  odniósł?

Ciężko mi to komentować . Trudno mi się odnosić do czyiś zachowań, bo skoro ktoś nie zadał sobie trudu by sprawdzić, jakie posiadam kompetencje zawodowe, to jakie miał podstawy do protestów i podważania moich kompetencji. Mam wykształcenie menedżera kultury. Jestem absolwentem trzech wybitnych uczelni w Polsce: Szkoły Filmowej, Szkoły Teatralnej w Krakowie i Uniwersytetu Jagiellońskiego. Obecnie jestem na studiach doktoranckich z zarządzania kulturą, moim promotorem jest wicedyrektor Muzeum Narodowego.

Na czym polegał konkurs?

Konkurs zawsze podlega ustawie. Skład Komisji jest 7-9 osobowy. Są dwa etapy. W pierwszym składa się dokumenty dotyczące drogi zawodowej, CV itd oraz koncepcję, jaką się zamierza wdrożyć. Komisja siada, czyta, ocenia. Rozpisując konkurs, powołuje się też regulamin tego konkursu, kryteria jakie trzeba spełniać aby móc wystartować.  Drugi etap polega na rozmowie. Kandydat spotyka się z Komisją Konkursową, gdzie każdy ma prawo zadać pytania, również niewygodne. Zostałem oceniony pozytywnie.

Jaki miał Pan pomysł na zamek, czym przekonał Komisję?

Zależało mi na tym, zaczynając od  Muzeum  przy ul. Zamkowej- żeby zostało ono przearanżowane. Żeby mogły się tam odbywać wystawy czasowe. Chodziło mi o to, żeby dla lokalnej społeczności Muzeum nie było martwym budynkiem, w którym było się raz w życiu i się już więcej nie wraca. Kiedy pojawia się wystawa czasowa, jest powód żeby tam znowu zajrzeć. Najważniejszą sprawą było ożywienie Zamku, wyjście naprzeciw turyście: np. trasy tematyczne, posługiwanie  się nowymi technologiami, które dopiero co się pojawiły. Żeby być otwartym na turystę i jego potrzeby. Oczywiście, priorytety się zmieniają, kiedy siedzi się już wewnątrz i zna problemy, które się pojawiają.

Czego Pan życzył by zamkowi na przyszłość, oprócz uregulowania sprawy własności?

Na pewno lepszego zaistnienia w świadomości ogólnopolskiej. Tego bym życzył,  że jak pada hasło zamek Wiśnicz to każdy w Polsce wie gdzie jest i jak wygląda. Bo jak pada hasło Malbork czy Wawel, to wiadomo, każdy od razu potrafi je sobie wyobrazić.

Z rzeczy bardziej prozaicznych, życzyłbym większej frekwencji, bo im więcej odwiedzających będzie u nas, tym będziemy mogli sobie pozwolić na bardziej prężny rozwój. Przy tym sposobie finansowania można powiedzieć, że nie tylko żyjemy z turysty, ale żyjemy wraz z turystą tzn. gdy zabraknie turysty to tego życia też nam zabraknie. Życzyłbym również, żeby koncepcja zagospodarowania wzgórza zamkowego doczekała się pełnej realizacji.

 

 

Rozmawiał Paweł Wieciech, Elżbieta Bachmińska

Napisz swój komentarz:

Nick:

Komentarz:

By uniknąć spamu wpisz kod z obrazka:

Komentarze użytkowników

Czasbocheński nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo, naruszajace dobra osób trzecich lub wypowiedzi prawem chronione mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

REKLAMA