Bochnia

Bochnia, Bruksela… nic nowego pod słońcem

W 2007 roku Gmina Bochnia zorganizowała jednodniowe szkolenie dla wszystkich zainteresowanych uprawą winorośli. Kurs poprowadzili dwaj spośród najbardziej znanych winiarzy w kraju. Był bardzo ciekawy, wzbogacony o pokazy multimedialne. Na zakończenie zaś każdy uczestnik dostał certyfikat.

Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że ktoś w Urzędzie Gminy zapomniał wcześniej przesłać informację o szkoleniu do sołectw… W dzień szkolenia, tuż przed przybyciem wykładowców, zdołano jeszcze telefonicznym rzutem na taśmę zaprosić 3 czy 4 osoby, o których gmina wiedziała, że uprawiają winne krzewy. Co robić aby nie stracić twarzy? Na wszystko jest rada. Urząd Gminy oddelegował na kurs większość swoich urzędników. Siedzieli sumiennie, robiąc tłum, ale z wybiciem godziny 15 większość z tej większości zerwała się z krzeseł i popędziła do domu. Skończyła się ich urzędnicza szychta.

Cała ta sytuacja stanęła mi jak żywa przed oczami w ostatni poniedziałek, 18 stycznia 2016. Komitet Obrony Demokracji demonstruje na rondzie Szumana w Brukseli, w związku z obecnością Andrzeja Dudy. Ale dociekliwa dziennikarka w tłumie śpiewających Odę do Radości rozpoznała wielu unijnych urzędników, którzy zasilili szeregi KOD-u. Inny czas, inne miejsce na świecie, o niebo wyższy szczebel, ale mentalność jakby ta sama.

W 2007 roku doszłam do przekonania, że skoro większości gminnych funkcjonariuszy nie było przez cały dzień w pracy i nic się nie stało, to może w ogóle nie są oni gminie potrzebni? Jakież to byłyby oszczędności gdyby podatnik nie musiał utrzymywać tylu biuralistów! Ile chodników przy gminnych drogach można by za te pieniądze wybudować, jak doposażyć wiejskie świetlice, ile półkolonii dla dzieci zorganizować!
To samo pytanie ciśnie się w oczywisty sposób przy okazji demonstracji KOD-u. Nie sądzę, aby wszyscy ci urzędnicy, co poszli na rondo Szumana, wzięli sobie urlop z pracy na tę okoliczność. Po prostu zostali tam delegowani, a przynajmniej uzyskali zgodę zwierzchników aby zasilić „nowoczesnych”, „europejskich” Polaków w ich jedynie słusznym gniewie na „klerykalnych nacjonalistów”.

Ale jeśli Unia, czyli my wszyscy, nie odczuła żadnego pogorszenia z powodu ich nieobecności w pracy to może nie są w ogóle Unii potrzebni? (A może wprost przeciwnie, odczuliśmy ulgę, bo akurat nikt nie prostował bananów, nie wprowadzał zamętu do systematyki roślin i zwierząt, czy nie regulował długości płomienia świecy, którą zapaliliśmy na romantyczną kolację?).  Ileż pieniędzy zostałoby w unijnej kasie, które można by wydać np. na doposażenie głodnych obozów dla syryjskich uchodźców?

Wypowiedz swoje zdanie!

Poniżej możesz dodać swój komentarz.

Śledź komentarze przez RSS.

Prosimy o kulturalne wypowiedzi na temat.

W komentarzach dostępne są tagi HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

*Wymagane pola